rozwinięcie: Estonia i longboard

Dojechaliśmy do Tallinna. To była długa trasa, ale pokonaliśmy ją zaledwie 4rema stopami. Był Michał, był litewski pozytywny wariat, byli chłopcy i na sam koniec, nocnie, tirowo, Karol. Teraz śniadanko, Stare Miasto
i na eurovelo (R10). Osiem kółek, cztery łapy – zobaczymy kto kogo będzie gonił.

IMG_0325_sfw
Trasa  R10 przecina samo centrum Tallinna i okrążając Stare Miasto biegnie dalej na wschodnie przedmieścia. Po drodze możemy zobaczyć między innymi budynek parlamentu, ale warto pospacerować po pięknym i klimatycznym rynku.
W mapkę można się zaopatrzyć w informacji turystycznej i warto to zrobić. Ciekawych miejsc jest mnóstwo!

Sprawdź sam na VisitEstonia!

W samym mieście często zbaczamy z trasy, bo jest mnóstwo innych rozpraszających rzeczy. Ważne żeby kierować się
w stronę Paldiski i trzymać się potem tak też nazwanej ulicy. Znaków jest dużo, ale oczywiście jeśli chcesz – zgubisz się. Nam się udało!

Za miastem ścieżka wiedzie nad morzem przecinając Tabasalu i Muraste. Masz tutaj 25 km ścieżki wyłącznie dla rowerów. No bajka!!! bo nie kostka, a asfalt. Szkoda, że kończy się już w Vääna – Jõesuu. Teraz prowadzi ulicą, więc busem, na stopa, dojeżdżamy do Laulasmaa. A potem jedziemy do miasta Paldiski, choć
R10 je omija i skręca przed. Ale chcemy je zwiedzić! Porzucamy na chwilę uroczą skandynawską architekturę
i zagłębiamy się w betonowe bloki…
– Gdzie was zostawić? W centrum? TU jest centrum! – mówi po rosyjsku kierowca i zatrzymuje się przy rondzie. Panorama wykonana w SAMYM centrum!

Paldiski-(2)_sfw_sfw

Jest sklep – magazin KONSUM. Idziemy po lody. W sklepie kolejna ciekawostka – wszyscy mówią między sobą po rosyjsku. Na półkach większość rzeczy jest z Rosji i Białorusi, a przy kasie leżą same rosyjskojęzyczne gazety.
Dowiadujemy się, że w czasach obecności rosyjskich wojsk w Estonii Paldiski było miastem
o wysokiej randze. To tutaj znajdowała się baza marynarki wojennej oraz reaktory atomowe. Tutaj też, ponad 20 lat temu, ostatnie rosyjskie czołgi zostały załadowane na pokład statku, aby ostatecznie opuścić kraj. Nie ma tu zbyt wiele do zobaczenia. Mają tutaj pole turbin wiatrowych, trzy porty i drewniany dworzec. Mamy tutaj przerwę na posiłek. Warto wiedzieć (i trzymam kciuki za „naśladować”), że w estońskich parkach, placach czy skwerkach można bez problemu wylegiwać się na trawnikach, a przy tym nikt nie będzie nas ścigał za niszczenie zieleni!

IMG_0448_Sfw
Droga z miasta jest w remoncie (dane z dnia 27.05.15), więc na piechotę pokonujemy ten odcinek i znowu trafiamy na R10. Nadal wiedzie ulicą. Nawierzchnia jest w porządku, ale możliwość jazdy jest tylko po nieszerokim poboczu. Jedziemy w kierunku Padise, gdzie przed miastem pojawia się ścieżka. Nasze wiwaty nie trały długo. Ścieżka ma zaledwie cztery kilometry. Potem ciężki grip dlatego stopem podjeżdżamy do Haapsalu.

Oto link!

Ta miejscowość zasługuje na spacer jej ulicami. Mamy tu piękny Zamek – założony w XIII wieku z gotyckim kościołem katedralnym powstałym w XIII wieku, mamy też drewniany dworzec kolejowy
z 1905 roku z zadaszonym peronem (uważanym za najdłuższy
w Europie!). Mamy tu, przede wszystkim, bardzo przyjemną atmosferę.

Z miasta na portu w Rohuküla prowadzi ścieżka rowerowa. Po drodze mijamy ruiny dworu Ungru Manor
i decydujemy się na nocleg.  Rozbijamy się przy pasie startowym opuszczonego postsowieckiego lotniska, które rozciąga się za ruinami. W latach 40 był to jeden z 570 rosyjskich obiektów wojskowych zajmujących razem około 2% powierzchni całego kraju! Po opuszczeniu Estonii przez wojska rosyjskie obiekt cały czas niszczeje. Choć jeszcze rok temu odbywał się tu techno festiwal, dziś większość budynków jest już rozebrana, a dookoła wznoszą się trzy wielkie kopce. Beton – drewno – metal.

IMG_0498_sfw

Chcemy płynąć na drugą co do wielkości z estońskich wysp. Na początek Hiuma. Ze stałym lądem są regularne połączenia statkami
(z wyspami Saremą, Hiumą, Kihnu i Ruhnu istnieją również połączenia lotnicze, ale to nie dla nas).
Rozkłady połączeń promowych zmieniają się każdego sezonu, dlatego warto zajrzeć wcześniej do lokalnego Centrum Informacji Turystycznej, gdzie można uzyskać aktualne informacje.

Prom płynie około 1,5 h i nas, na studenckim, wyniósł po 1,5 euro. Morris, jako grzeczny pies płynie za free, choć nie możemy z nim wejsć do restauracji. Dobrze, że istnieje kawa na wynos.

Wyspa Hiiumaa to obszar 989 km 2 powstały od uderzenia meteorytu. Krater znajduję się w okolicach miasta Kärdla. Nie zrobił na nas wielkiego wrażenia, ale może czytają to miłośnicy kraterów? Według legend miała być domem dla mitycznych herosów, określanych po estońsku „hiiud”.

Tutaj! macie dostępną mapkę całej wyspy z jej wszelkimi dostępnymi atrakcjami. W takie cudo można się zaopatrzyć w punkcie informacji turystycznej, gdzie wszyscy bez problemu mówią po angielsku czy rosyjsku.

Wyspa jest w 90% zalesiona, część miejscowych plaż jest piaszczysta, inne pokryte są kamieniami i głazami,
i można by tak długo – to piękne miejsce, ale postaram się skupić na drodze.

Na początek ciężki grip. Raz kochasz tę drogę, a drugim razem maszerujemy na nóżkach – wszyscy. Samochodów nie ma, nie ma kto nas przyśpieszyć. Ruch na tej wyspie jest niewielki, a nawet jeśli pojawiają się mijające nas samochody, to dla bezpieczeństwa i komfortu zwalniając mijają nas drugim pasem. Na szczęście ten odcinek drogi w remoncie jest bardzo krótki i nie często się takie atrakcje zdarzają.

IMG_0555_sfw_wszedzie-wifi2
Droga R10 obiega prawie całą wyspę (pomija południowo – wschodni brzeg). Ma długość 90 km i raz prowadzi osobnymi ścieżkami, raz ulicą, co oznakowane jest na mapie. Jesteśmy bardzo zadowoleni z tej trasy. Piękne widoki, mnóstwo przyrody i cisza i spokój. Wszystko czego potrzebowaliśmy. I jeszcze super ławki przy drodze – z tabliczkami wifi. W Estonii internet jest, gdzie popadnie. Zawsze można poszukać dodatkowych atrakcji.
Standardowo: stronka Hiiumy pod ręką.

Mijamy takie miejscowości jak Heltermaa, Suuremõisa, Kärdla, Kõrgessaare, Nurste i port w Sõru.
Polecamy w lipcu festiwale: Dni Muzyki Kameralnej oraz Festiwal Folkloru Hiumy, z tego co czytaliśmy,
to bardzo fajne wydarzenia.

Kolejnym promem udajemy się na największą z wysp. Saaremaa. Wszystko, co powinniście o niej wiedzieć
i jej atrakcjach znajdziecie w tym filmie! W dodatku bardzo przyjemnie podanym : )

Dla nas znakami rozpoznawczymi Saremy są wiatraki, dla Morrisa krowy.

A co do drogi to R10 ma długość ok 220 km i wiedzie przez ulice. Nie ma tu specjalnych długodystansowych ścieżek rowerowych, a na dodatek gładki asfalt miesza się bardzo często na krótszych i dłuższych odcinkach
z tym gruboziarnistym. Jazda na desce nie jest już tak przyjemna jak na Hiumie, ale dla pewnych atrakcji warto się skusić i pojeździć (może stopem?).

Na tej wyspie na deskach nie robimy rażących odległości. A tempo też nie jest większe niż 10 km/h, z czego tylko Morris się cieszy. No… ja też. To przekładaniec stopowo – longboardowy, ale to dobrze. Po tylu dniach wielogodzinnego biegania Morris schudł mimo wysoko energetycznej karmy i jest już nieco zmęczony. Gdy podróżuje się z psem to on wyznacza tempo. Rzadko kiedy przekracza 25km/h, a jeśli nawet to co 40 – 60 minut trzeba zrobić krótki postój na miskę wody.

Albo morze wody.

[widgetkit id=”3″ name=”longboard estonia”]

Dodaj komentarz


1 + 8 =